menu +
aJaga| c1| FAzja na lajcie 2013, India, Trekking| 8, ,
130905-markha_valley-3018-130905-markha_valley-3033

Planując palcem po mapie nasz kilkunastodniowy trekking, szukaliśmy ciekawych, aczkolwiek nie skomplikowanych technicznie szczytów sześciotysięcznych. Wybór padł na najwyższy, w okolicy Leh, masyw Kang Yatze 6400 m n.p.m, położony u wylotu najpopularniejszej z trekkingowych dolin – Markha Valley.

Kang Yatze to dwuwierzchołkowy szczyt, uznawany przez Indian Mountaineering Foundation jako climbing peak. Na wyższy wierzchołek (6400 m n.p.m.) prowadzi dość trudna technicznie mikstowa droga wyceniana na III-IV, na niższy wierzchołek (6253 m n.p.m.), który postanowiliśmy zaatakować, prowadzi natomiast łagodna, aczkolwiek wyeksponowana śnieżno-skalna grań o nachyleniu max.45o (wierzchołek ten można uznać za trekkingowy – bez potrzeby używania sprzętu wspinaczkowego – na atak szczytowy przydadzą się jedyne raki i czekan).

Na Kang Yatze, podobnie jak na inne szczyty położone w Himjalach, przekraczające 6000 m n.p.m., wymagane jest specjalnie pozwolenie. My zamierzaliśmy zaatakować tylko niższy wierzchołek i nie mieściło nam się w głowie, aby płacić za to permit ekspedycyjny – postanowiliśmy, więc pójść na żywioł. Finalnie udało nam się wejść na górę bez pozwolenia, choć miejscowi dopytywali gdzie się wybieramy, czy mamy wymagany permit i ogólnie nie spuszczali nas z oczu (lepiej więc nie zdradzać nikomu zawczasu swoich planów). Nas najprawdopodobniej uratowała końcówka sezonu i wciąż pogarszająca się pogoda – przez trzy dni padał śnieg, guide z agencji trekkingowej, stacjonującej w obozie bazowym zrezygnował z ataku („too much snow”) i chyba nikomu do głowy nie przyszło, że my spróbujemy zaatakować górę, jednym słowem – wszyscy dali nam spokój. Po fakcie dowiedzieliśmy się, że w IMF można kupić (naszym zdaniem nielegalnie, bo nie istnieje takie kryterium na oficjalnej stronie internetowej organizacji) permit na oba wierzchołki Kang Yatze za 2000 Rs (ok.110 zł), a do obozu bazowego podobno zagląda wysłannik, który zwykle kasuje wolnych strzelców nie posiadając permitu po 2300 RS. Jak widać, można wejść za free, minus jest taki, że nie możemy liczyć na pomoc i to, że w razie czego, ktoś nas stamtąd uratuje.

Sam atak szczytowy przebiegł bez większych przeszkód, choć był bardzo wyczerpujący (konieczna wcześniejsza aklimatyzacja i dobre przygotowanie kondycyjne). Akcja zajęła nam łącznie 14 godzin. Gdzieniegdzie widywaliśmy ślady starych ścieżek i małe kopczyki, a śnieżne fragmenty wariantowaliśmy sami. Większość trasy pokonaliśmy w nocy korzystając z GPS z wgranymi mapami z projektu openstreetmaps. Z niższego obozu Nimaling (4760 m n.p.m.) wystartowaliśmy o 12.00 w nocy, po godzinie docierając do Kang Yatze Base Camp (5050 m n.p.m.). Przez następne dwie godziny wspinaliśmy się po piargu do pól śnieżnych (5600 m n.p.m.) i dalej trawersowaliśmy na grań (nie obyło się bez kilkugodzinnego torowania w kopnym śniegu). Ostatnie 100 metrów wydawało się nie mieć końca., ale udało się – wstrzeliliśmy się w okno pogodowe, a na szczycie o 08.10 powitało nas słońce. Z zaśnieżonej grani rozpościerały się piękne widoki na himalajskie szczyty, przy dobrej widoczności nawet te 8 tysięczne. Dlatego bez dwóch zdań – warto wybrać się na tą górę!


Trasa do pobrania w formacie GPX.


Galeria



Powiązane wpisy


TOP